i odrobina mnie
RSS
poniedziałek, 29 listopada 2010
francuskie pieski

Bohaterką dzisiejszej notki będzie Brigitte Fontaine. Znacie? Ja też, ale od jakiegoś czasu zdążyłyśmy się zapoznać. 
Informacji w internecie w języku polskim nie ma zbyt wiele o tej kobiecie. Dowiedziałam się iż Pani Brigette jest nazywana babcią francuskiej sceny muzycznej, gdy ją posłuchasz, stwierdzisz, że jest kwintesencją tego kraju w pigułcę. Ale, bo istnieje jakieś ale zawsze, jej muzyka może do Ciebie nie przemówić. Musisz lubić dramat, teatralność aktu, psychodeliczną mowę ludzkiej natury. Oczywiście, ze zwykłej nieznajmości języka nie mam najmniejszego pojęcia o czym ona śpiewa, a jednak do mnie to przemawia. Trzeba jeszcze wspomnieć, że Babcia nie zamknęła się w ckliwych francuskich pioseneczkach, tworzy i ma się podobno dobrze. Wychodzi po za ramy gatunkowe, osobiście postawiłabym ją w szeregu z Massiv Attack, Unkle...  dlatego że cały czas współpracuje z innymi artystami, a ona sama pasuje ekstra do XXl wieku.
Prohibition

Kekeland

Soufi

I niech mi ktoś nazwie jeszcze raz Maryle Rodowicz matką polskiej sceny muzycznej... Ojców owszem jest pełno, ale matek- to kwestia dyskusyjna.

22:02, lgwomen
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 listopada 2010
muzyczny obiad

Ostatnio były smaczki, dzisiaj całe danie. 
Aloe Blacc  I Need A Dollar Zasłyszane w radiowej czwórce.

Duże Pe  Muchy Muszą Zginąć Miks jakiego dawno nie słyszałam, wokalna polska nuta przewodnia autorstwa Much, bass by Prodigy, Republika oraz AC/DC też się znajdą.

Gin Wigmore Hey Ho Dowód na to, że oglądanie seriali na coś się czasami przydaje. Utwór wybitnie upiększył końcowy odcinek sezony szóstego serialu Weeds. Ale o serialach to innym razem.

Smacznego.

16:54, lgwomen
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 listopada 2010
pare muzycznych smaczków


Deep Dish  Say Hello Klasyczny w swym wydaniu.


Robyn Cobrastyle Pozytywny i skoczny.



White Lies Farewell To The Fairground Klimatyczny.

19:30, lgwomen
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 listopada 2010
nie podsumowanie podjaranie

Miałam już podsumowywać mijający powoli ten muzyczny rok, ale plany pokrzyżowało podniecenie związane z koncertem Lykke Li w jednym z naszych uroczych pofabrycznych miast. W sobotę zamknę oczy w środku tłumu i będę się delektować. Albo nie, wolę patrzeć na tą jakże charyzmatyczną kobietę, bo na scenie jest poprostu sobą, niezrównoważoną postacią złożoną z impulsywnych komórek nerwowych.



A na dodatek pierwszy raz posłucham Myslovitz na żywo. So great!

21:45, lgwomen
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 listopada 2010
podsumowania albumowe

LGwomen w tym roku wprowadziła nowy etap słuchania muzyki, to znaczy bierze całość w postaci albumu wykonawcy bądź zespołu i namiętnie wsłuchuje się w niego, po czym dopiero dochodzi do wniosków, czy dana muzyczna dawka była pożywną treścią lub ciężkostrawną.
Dla jasności, wcześniej rytuał słuchania muzyki miał inną formę. Polegał on na odnajdywaniu smaczków i delektowaniu się nimi aż do znudzenia, odtwarzacz mp3 stanowił w przenośni garnek, do którego wrzucało się pojedyńcze kawałeczki poszczegółnych wykonawców.
Aby zawiłości było dosyć następne notki będą podsumowaniem całego płytowego ogromu przesłuchanego w tym roku przez autorkę tego bloga.

23:27, lgwomen
Link Dodaj komentarz »